Ktoś Wam to musi wytłumaczyć
Blog > Komentarze do wpisu
Mi casa es tu casa...

M. powróciła z morderczej imprezy (serio, w takim stanie dawno jej nie widziałam). W takich sytuacjach, z Syndromem Dnia Po, większość ludzi ma nastrój filozoficzny (kultowe: nigdy w życiu więcej) i M. nie jest tu wyjątkiem.

Wydawszy serię komend: zrób mi kanapkę, zamknij okno, Asia, złapałaś niezłego karasia, zrób mi herbatę, spojrzała na mnie przekrwionymi i bardziej niż zwykle załzawionymi oczami.

- No i jestem na tej imprezie i kręcę się jak w reklamie Dobrowianki, ale wiadomo, trzeba było odpocząć chwilę. No to patrzę a tu taka pufa stoi, to sobie postanowiłam przycupnąć. Sadzam mój fantastyczny tyłek a pufa nagle zaczyna się ruszać. Czaisz? Okazało się, że usiadłam jakiemuś kolesiowi na głowie…

Lekki przypał mieć głowę jak pufa. Ale można też mieć czerep jak żywy Beavis i to już jest rozpacz.

M. uwaliła się spać, komenderując mną jeszcze przez chwilę, po czym pierwszy nieśmiały PiDżej, oznajmił mi, że już śpi (kiedyś, podczas rozmowy tel. zaczęła krzyczeć, że coś jej pełza po nodze. Pytam, co takiego a M. dławiąc się się śmiechem oznajmiła, że to Podkołdernik Jadowity).

Postanowiłam zająć się swoimi sprawami i nawet dobrze mi szło gdy nagle zerwał mnie na nogi krzyk M. Pięknie, pewnie jej niedobrze i przyjdzie mi znowu sterczeć przy niej z miską.
Zaglądam do pokoju a M. pokazuje na włączony telewizor i mówi:

- Zobacz, jaki kutas na chorągwi…- a nie mówiłam, że będzie to teraz motyw przewodni?

Aczkolwiek trudno się z wypraną przez życie M. nie zgodzić. Na ekranie tańczył Michał Mi…cz, ten szalony. Był to jeden z tych programów, w którym „artyści” przekonani o swojej zajebistości i niesamowitym talencie, kaleczą piękne, kultowe piosenki (w tym przypadku Ireny Jarockiej). Na dobitkę, przypadło mu „Motylem jestem”, więc żeby nikt nie miał wątpliwości co do tego, o czym śpiewa, machał rękoma jak rasowa Vanessa Atalanta (nie, to nie pseudo artystyczne gwiazdki porno). Żal serce ściska a czyjeś zwłoki obracają się w trumnie.

Wróciłam z powrotem do swoich zajęć.


Godzinę później.



M. się przebudziła i postanowiła sięgnąć po swój ulubiony zestaw na Syndrom Dnia Po, czyli parówki z majonezem. Wyciągam jej z lodówki słoik firmy „Mikado” (product placement). M. spogląda i z powagą oraz nutą filozofii w głosie oznajmia:

- Mi casa es tu casa. Mikado es tu cado! ©



sobota, 03 listopada 2012, hippiefunkytown






TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/11/04 08:31:50
Helmans jest co prawda lepszy ale nie nazwałabym aż upadkiem kupowania jakiegoś Mikado :-)
Swoją drogą - parówki i majonez... życie potrafi zaskakiwać ;-p

"Nigdy więcej!" jezd gupie i poniekąd oszukańcze - najmądrzejszy człowiek jakiego znam zawsze powiada że "Od jutra nie piję!" i to jest bardzo słuszna koncepcja :-D
-
2012/11/04 12:33:18
parówki z majonezem potrafią postawić na nogi:)
a ja zawsze stwierdzam, że nigdy więcej.... (w tym tygodniu).... :)


























stat4u