Przecież ktoś Wam to musi wytłumaczyć...
Blog > Komentarze do wpisu
Trochę kultury

Ostatnio, po przejechaniu rowerami dość sporego dystansu postanowiłyśmy z […] wpaść na KFC na shake’a. Tak, szlachta się bawi. Pogoda była piękna, ciepło, cicho, tyłki obolałe od jazdy. Sielanka oczywiście nie trwała długo. Wkrótce na horyzoncie pojawiły się one: JużPrawieNastolatki. Rozwrzeszczane, z prawilnymi rapami lejącymi się z telefonu. Wszystkie uzbrojone w deskorolki. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby którakolwiek na tej deskorolce faktycznie jeździła, o nie. Te deskorolki nie są od jeżdżenia, tylko od wyglądania. Bo trzeba fajnie wyglądać, a przepuszczone przez filtr zdjęcie z deską, puszczone na Insta wygląda zajebiście. Jedna z nich chyba próbowała jakiejś karkołomnej ewolucji na desce, podejrzewam, że tej najtrudniejszej: jazdy. Wskazywał na to zdarty do krwi łokieć i stwierdzenie tej niewinnej, wyglądającej na góra 11 lat istoty: ja pierdolę, już nie jeżdżę. Tak, te JużPrawieNastolatki życie znają, stąd te prawilne rapy o trudach życia na ulicy. Nie żebym podsłuchiwała rozmowy innych ludzi, aczkolwiek to robię często ku własnej rozpaczy. Niestety stado to zachowywało się tak głośno, ze gdybym nawet pogrzebała się w dźwiękoszczelnej trumnie głęboko pod ziemią, to i tak nie uciekło by mi ani jedno słowo.

- Ty, moja stara będzie jak coś do ciebie dzwonić bo jej dałam twój numer..

- A na chuj?

- Bo telefon rozjebałam….

Salwa śmiechu….

- Nie no serio, ostry przypał…kurwa, już trzeci telefon rozpierdoliłam….

- Ja jebię, ty to zjebana jakaś jesteś…

Salwa śmiechu.

Salva mea….

Och tak, miód dla uszu. Brahms, Liszt, a nawet ten biedny Mozart, kimże są przy tej krynicy dostojności w wykonaniu JużPrawieNastolatek. Popijam szybciej mojego shake’a, mając pełną świadomość, że skończy się to zapewne potężną anginą, ale miałam tak dobry dzień, że nic, a już na pewno te Dzieci Śmieci mi tego nie popsują.

[…] stwierdziła, że jeśli tak ma wyglądać przyszłość narodu, to już po nas. Czasem jej się dziwię, że dopiero to do niej dociera. Jeśli ludzkość podekscytowana, podniecona i orgastycznie zafascynowana jest spinnerami , to mowię Wam: dni naszej cywilizacji są policzone…

Ale w zasadzie, skąd te młode chwasty mają brać przykład. W gorsze dni przemieszczam się po mieście autobusami miejskimi. Tam to dopiero festiwal kultury. Nie dość, że większość rodaków skrupulatnie unika kąpieli, to ci, którzy już się przełamią na słowo wierzą etykietkom antyperspirantów, twierdzącym iż działają nawet do 72 godzin. Ale o tym chyba wiecie. Z przykrością jednak stwierdzam, że grupą ludzi, którzy mają w sobie najmniej kultury osobistej a najwięcej chamstwa i dziadostwa są często osoby starsze. Biegną do autobusu, potrącając, przepychając, wyzywając. Nie pozwalają najpierw wysiąść, pierdolą całą drogę że za komuny było lepiej a dziś młodzież chujowa. A już nie daj boże, jeśli człowiek połasi się usiąść w autobusie. Bo, nie wiem, zmęczony, źle się czuje, albo po prostu nie ma ochoty stać przez godzinę. Jak to, halo, co jest, ale jak? Będą stać, wsparci o swoje torby na kółkach i wzdychać i jęczeć.

Ostatnio jechałam dość zatłoczonym autobusem. Zostałam, dosłownie, wciśnięta w siedzenie na tyle pojazdu i nawet gdybym chciała to nie miałabym jak wstać, ani później gdzie się ulokować. Wsiadła Baba z fryzurą w stylu Chcę Rozmawiać Z Kierownikiem, wielki dekolt, milion złotych pierścionków i usta zaciśnięte w ciup. Znacie ten typ, jak wchodzi do sklepu albo stoi przed Wami w kolejce do kasy, to już wiadomo, że będzie awantura. Baba obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem, przekonana bowiem była że zerwę się z miejsca by mogła swe dupsko posadzić. Nie miałam takiego marzenia, zresztą czułam się słabo, gile zwisały mi do pasa a głowa dudniła. Baba zaczęła sapać. Dosłownie. Złapała się poręczy i patrząc mi głęboko w oczy oparła stopę o schodek, stawiając ją na moim bucie. Myślę sobie, spoko, przecież tłum jest. Ale Baba, dalej patrząc mi w oczy, przesunęła stopę dalej, wbijając mi obcas w paluchy. Nie no, kurwa, teraz to już sprawa honoru. I trudno, że mam nowe buty i mi niewygodnie. Magiczne słowo: przepraszam i byłoby po sprawie, ale nie, gdzie tam, przecież przez te zaciśnięte w ciup usta takie słowo nie przejdzie. Jechałyśmy tak, stopa na stopie, przez kwadrans. W międzyczasie, wyjęłam bułkę i zaczęłam jeść, co sprawiło że dość spora żyła na czole Baby zaczęła niebezpiecznie się powiększać.

Ostatecznie wygrałam, buty wyprałam i wszystko gra. Ale wystarczyłoby jedno: przepraszam. Trochę kultury, do cholery…

 

 

piątek, 16 czerwca 2017, hippiefunkytown
"Jakże byście chcieli dowodami obalić to, w co motłoch bez dowodów uwierzył?!" Friedrich Nietzsche

Polecane wpisy

  • Miłość XXL

    Zapewne każdy z Was przeżył coś takiego. Siedzicie z kimś, z kim nie bardzo macie o czym rozmawiać, zapada krępująca cisza a Wasz wewnętrzny głos krzyczy w rozp

  • Jednoaktówka # 21

    Miejsce : praca Czas : 13:00 w samo południe Osoby : On i Ona   Akt I, Scena 1 Ona : Fajnie, że Oświęcim organizuje Life Festival. Niezłych gości ściągają,

  • Odlot

    Czasami spotykamy w życiu ludzi, dzięki którym nasze życie nabiera kolorów. Jest to szczególnie dobre, gdy znajdujemy się w jakiejś trudnej sytuacji życiowej, m

Komentarze
2017/06/16 14:20:47
tyle lat na bloxie, a ten blog uszedł mojej uwadze ... czas nadrobić straty! :)))
-
2017/06/16 14:50:29
Hańba! I zaległości w literaturze wysokich czasem lotów!
Pozdrawiam
-
2017/06/17 17:58:19
Przepraszam, a te piniondze, co tu leżą to Pani? - i po kłopocie :D
-
Gość: grafomanka, *.pila.vectranet.pl
2017/06/17 23:02:12
No. Forma wraca :)