Przecież ktoś Wam to musi wytłumaczyć...
Blog > Komentarze do wpisu
Papercut

Staram się unikać tego typu wpisów, bo dość łatwo jest osiągnąć w nich sporą dawkę żenady. Wiecie, takiej amerykańskiej żenady pt. kieruję moje myśli i modlitwy, bla bla, w Niebie powstaje super kapela i takie takm pierdolety. Ale dziś zrobię wyjątek, gdyż rano z dużą dozą niedowierzania przyjęłam wiadomość o śmierci pana Benningtona, wokalisty Linkin Park.

 

 chester1

Nie będę się tu zalewać łzami, bo ostatnia działalność kapeli ani mi się podobała, ani mnie nie interesowała. Pamiętam jednak, że kiedy się pojawili, wprowadzili spore zamieszanie. Wypuszczali hit za hitem a dla kogoś takiego jak ja, czyli pryszczatego nastolata z zagrożeniem z maty (i nie tylko) stali się objawieniem. Świeżą alternatywą dla skisłego już wtedy trochę Limp Bizkit. W moim wspaniałym pamiętniku, który pisałam jako trzynastolatka widnieje taki wpis: "Jutro Klaudia przegra mi na kasetę Hybrid Theory. Nie mogę się doczekać ale muszę ubłagać mamę o kasę na paluszki do walkmana." Tak, właśnie takie kłopoty się kiedyś miało. Jeden paluszek kosztował 80 groszy, więc to w chu...kasy. A żeby się tak szybko nie wyczerpały, to kasetę zakładało się na ołówek i przewijało. Thug Life 4 Real. Miałam bliską koleżankę, która też lubiła Linkin Park, więc często po szkole szłyśmy do niej, drukowałyśmy sobie teksty piosenek i z takim plikiem kartek wracałam do domu, zamykałam się w pokoju i tłumaczyłam. Przecież mając trzynaście lat wie się wszystko o życiu i tak strasznie źle się znosi pierwsze rozczarowania ludźmi. A te teksty były w sumie o tym. Było coś w tych piosenkach, że gdzieś tam do mnie trafiały i nawet pewnie jakoś podtrzymywały mnie na duchu. Wiecie, nastoletni człowiek, którego pierwszy raz w życiu ktoś zrobił w chuja, szuka jakiegoś pocieszenia. Tak, dziś to brzmi dość żenująco, ale nie oszukujmy się: każdy to przerabiał.


Mieliśmy w klasie kilka osób, które miały zagrożenie z angielskiego. Lekcje były luźne, jak to zawsze na koniec roku. Nauczycielka postanowiła, że będziemy tłumaczyć i śpiewać znane stare i nowe piosenki. Tak dla treningu języka. I nie pamiętam już jak to wyszło, że padło hasło: jak przetumaczycie i zaśpiewacie tę piosenkę, to wasi koledzy z zagrożeniami dostaną dwóje. No i przetłumaczyliśmy koślawo. A zaśpiewaliśmy... taki wykon, że nie ma ch...we wsi. A było to właśnie Linkin Park "Breaking the habit", które do dziś bardzo lubię. Jakoś idealnie wpasowało się w dość ciężki czas mojego życia i ...wspomnień czar.

 


Miałam w pokoju plakat Linkin Park. Oczywiście z Bravo, bo skąd? Wisiał dumnie w takim miejscu, że widziałam go z każdego miejsca w pokoju, co nie było trudne, biorąc pod uwagę, że mój pokoik miał trzy na trzy metry i ledwo się w nim mieściły dwie osoby. To były czasy, gdy o tym, co jest fajne człowiek dowiadywał się z MTV, VIVY itd. Z wypiekami na twarzy czekało się na premierowy teledysk, tylko po to by z tej ekscytacji zapomnieć co się widziało i czekać kolejne pół dnia aż puszczą go znowu.

Wspomniana wyżej Klaudia nigdy mi tej kasety nie zgrała. Musiałam udać się do wuja, i tam na legendarnym eMule ściągać piosenki. Trwało to wiekami, bo jeden kawałek schodził nawet 40 minut. A weź to człowieku zgraj na płytę, żeby się zmieściło i ubłagaj kogoś żeby to przerzucił na kasetę. Coś za coś.


Mam tę płytę do dziś. I co ciekawe, pamietam wszystkie teksty piosenek. Mało tego, pamiętam która towarzyszyła mi w jakim momencie życia, do kogo mi pasowała. Ta do M., ta do S. a tamtej słuchałam nałogowo, gdy Stało Się To, Co Się Stało.


Faza na Linkin Park mi przeszła. Ale mam do nich duży sentyment, bo wracają wspomnienia a te przywołują uśmiech na twarzy. To były takie czasy, gdy człowiek szukał chyba samego siebie i wydawało mu się, że jest buntownikiem, ludzie to szmaty a życie boli. I pewnie faktycznie boli, skoro pan Bennington postanowił się z nim rozstać. Taka ironia, że ktoś czyja muzyka trzyma jednych przy życiu, sam schodzi ze sceny. I z tego powodu jest mi przykro.

 

 

 

 

 

piątek, 21 lipca 2017, hippiefunkytown
"Jakże byście chcieli dowodami obalić to, w co motłoch bez dowodów uwierzył?!" Friedrich Nietzsche

Polecane wpisy

  • Pogrzeb

    Kościół. No dobra. Ok to tu sobie usiądę, nie będę się rzucać w oczy. Ważne żeby nikt nie podszedł i nie zagadał, bo nigdy nie wiem co się gada w takich sytuacj

  • Polityka niskich lotów

    Mam taką pracę, że jestem niestety narażona na działanie telewizji publicznej. I tak codziennie ta propagandowa sieczka trafia do mojej głowy, gdyż choć usilnie

  • Trochę kultury

    Ostatnio, po przejechaniu rowerami dość sporego dystansu postanowiłyśmy z […] wpaść na KFC na shake’a. Tak, szlachta się bawi. Pogoda była piękna, c