Przecież ktoś Wam to musi wytłumaczyć...
RSS
piątek, 21 lipca 2017
Papercut

Staram się unikać tego typu wpisów, bo dość łatwo jest osiągnąć w nich sporą dawkę żenady. Wiecie, takiej amerykańskiej żenady pt. kieruję moje myśli i modlitwy, bla bla, w Niebie powstaje super kapela i takie takm pierdolety. Ale dziś zrobię wyjątek, gdyż rano z dużą dozą niedowierzania przyjęłam wiadomość o śmierci pana Benningtona, wokalisty Linkin Park.

 

 chester1

Nie będę się tu zalewać łzami, bo ostatnia działalność kapeli ani mi się podobała, ani mnie nie interesowała. Pamiętam jednak, że kiedy się pojawili, wprowadzili spore zamieszanie. Wypuszczali hit za hitem a dla kogoś takiego jak ja, czyli pryszczatego nastolata z zagrożeniem z maty (i nie tylko) stali się objawieniem. Świeżą alternatywą dla skisłego już wtedy trochę Limp Bizkit. W moim wspaniałym pamiętniku, który pisałam jako trzynastolatka widnieje taki wpis: "Jutro Klaudia przegra mi na kasetę Hybrid Theory. Nie mogę się doczekać ale muszę ubłagać mamę o kasę na paluszki do walkmana." Tak, właśnie takie kłopoty się kiedyś miało. Jeden paluszek kosztował 80 groszy, więc to w chu...kasy. A żeby się tak szybko nie wyczerpały, to kasetę zakładało się na ołówek i przewijało. Thug Life 4 Real. Miałam bliską koleżankę, która też lubiła Linkin Park, więc często po szkole szłyśmy do niej, drukowałyśmy sobie teksty piosenek i z takim plikiem kartek wracałam do domu, zamykałam się w pokoju i tłumaczyłam. Przecież mając trzynaście lat wie się wszystko o życiu i tak strasznie źle się znosi pierwsze rozczarowania ludźmi. A te teksty były w sumie o tym. Było coś w tych piosenkach, że gdzieś tam do mnie trafiały i nawet pewnie jakoś podtrzymywały mnie na duchu. Wiecie, nastoletni człowiek, którego pierwszy raz w życiu ktoś zrobił w chuja, szuka jakiegoś pocieszenia. Tak, dziś to brzmi dość żenująco, ale nie oszukujmy się: każdy to przerabiał.


Mieliśmy w klasie kilka osób, które miały zagrożenie z angielskiego. Lekcje były luźne, jak to zawsze na koniec roku. Nauczycielka postanowiła, że będziemy tłumaczyć i śpiewać znane stare i nowe piosenki. Tak dla treningu języka. I nie pamiętam już jak to wyszło, że padło hasło: jak przetumaczycie i zaśpiewacie tę piosenkę, to wasi koledzy z zagrożeniami dostaną dwóje. No i przetłumaczyliśmy koślawo. A zaśpiewaliśmy... taki wykon, że nie ma ch...we wsi. A było to właśnie Linkin Park "Breaking the habit", które do dziś bardzo lubię. Jakoś idealnie wpasowało się w dość ciężki czas mojego życia i ...wspomnień czar.

 


Miałam w pokoju plakat Linkin Park. Oczywiście z Bravo, bo skąd? Wisiał dumnie w takim miejscu, że widziałam go z każdego miejsca w pokoju, co nie było trudne, biorąc pod uwagę, że mój pokoik miał trzy na trzy metry i ledwo się w nim mieściły dwie osoby. To były czasy, gdy o tym, co jest fajne człowiek dowiadywał się z MTV, VIVY itd. Z wypiekami na twarzy czekało się na premierowy teledysk, tylko po to by z tej ekscytacji zapomnieć co się widziało i czekać kolejne pół dnia aż puszczą go znowu.

Wspomniana wyżej Klaudia nigdy mi tej kasety nie zgrała. Musiałam udać się do wuja, i tam na legendarnym eMule ściągać piosenki. Trwało to wiekami, bo jeden kawałek schodził nawet 40 minut. A weź to człowieku zgraj na płytę, żeby się zmieściło i ubłagaj kogoś żeby to przerzucił na kasetę. Coś za coś.


Mam tę płytę do dziś. I co ciekawe, pamietam wszystkie teksty piosenek. Mało tego, pamiętam która towarzyszyła mi w jakim momencie życia, do kogo mi pasowała. Ta do M., ta do S. a tamtej słuchałam nałogowo, gdy Stało Się To, Co Się Stało.


Faza na Linkin Park mi przeszła. Ale mam do nich duży sentyment, bo wracają wspomnienia a te przywołują uśmiech na twarzy. To były takie czasy, gdy człowiek szukał chyba samego siebie i wydawało mu się, że jest buntownikiem, ludzie to szmaty a życie boli. I pewnie faktycznie boli, skoro pan Bennington postanowił się z nim rozstać. Taka ironia, że ktoś czyja muzyka trzyma jednych przy życiu, sam schodzi ze sceny. I z tego powodu jest mi przykro.

 

 

 

 

 

21:31, hippiefunkytown
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 czerwca 2017
Pamiętnik

Znalazłam swój pamiętnik z 2002 roku. Miałam wtedy 13 lat i jak każde dziecko w tym wieku przechodziłam ciężką depresję, nienawidziłam świata i oczywiście umierałam z miłości. Norma. Czytając to poczułam niemałe zażenowanie, w związku z czym postanowiłam się tym z Wami podzielić.... Żebym ja dziś miała takie zmartwienia.... 

Na początek: Dobry humor

Beztytuu10

21:53, hippiefunkytown
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 czerwca 2017
Trochę kultury

Ostatnio, po przejechaniu rowerami dość sporego dystansu postanowiłyśmy z […] wpaść na KFC na shake’a. Tak, szlachta się bawi. Pogoda była piękna, ciepło, cicho, tyłki obolałe od jazdy. Sielanka oczywiście nie trwała długo. Wkrótce na horyzoncie pojawiły się one: JużPrawieNastolatki. Rozwrzeszczane, z prawilnymi rapami lejącymi się z telefonu. Wszystkie uzbrojone w deskorolki. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby którakolwiek na tej deskorolce faktycznie jeździła, o nie. Te deskorolki nie są od jeżdżenia, tylko od wyglądania. Bo trzeba fajnie wyglądać, a przepuszczone przez filtr zdjęcie z deską, puszczone na Insta wygląda zajebiście. Jedna z nich chyba próbowała jakiejś karkołomnej ewolucji na desce, podejrzewam, że tej najtrudniejszej: jazdy. Wskazywał na to zdarty do krwi łokieć i stwierdzenie tej niewinnej, wyglądającej na góra 11 lat istoty: ja pierdolę, już nie jeżdżę. Tak, te JużPrawieNastolatki życie znają, stąd te prawilne rapy o trudach życia na ulicy. Nie żebym podsłuchiwała rozmowy innych ludzi, aczkolwiek to robię często ku własnej rozpaczy. Niestety stado to zachowywało się tak głośno, ze gdybym nawet pogrzebała się w dźwiękoszczelnej trumnie głęboko pod ziemią, to i tak nie uciekło by mi ani jedno słowo.

- Ty, moja stara będzie jak coś do ciebie dzwonić bo jej dałam twój numer..

- A na chuj?

- Bo telefon rozjebałam….

Salwa śmiechu….

- Nie no serio, ostry przypał…kurwa, już trzeci telefon rozpierdoliłam….

- Ja jebię, ty to zjebana jakaś jesteś…

Salwa śmiechu.

Salva mea….

Och tak, miód dla uszu. Brahms, Liszt, a nawet ten biedny Mozart, kimże są przy tej krynicy dostojności w wykonaniu JużPrawieNastolatek. Popijam szybciej mojego shake’a, mając pełną świadomość, że skończy się to zapewne potężną anginą, ale miałam tak dobry dzień, że nic, a już na pewno te Dzieci Śmieci mi tego nie popsują.

[…] stwierdziła, że jeśli tak ma wyglądać przyszłość narodu, to już po nas. Czasem jej się dziwię, że dopiero to do niej dociera. Jeśli ludzkość podekscytowana, podniecona i orgastycznie zafascynowana jest spinnerami , to mowię Wam: dni naszej cywilizacji są policzone…

Ale w zasadzie, skąd te młode chwasty mają brać przykład. W gorsze dni przemieszczam się po mieście autobusami miejskimi. Tam to dopiero festiwal kultury. Nie dość, że większość rodaków skrupulatnie unika kąpieli, to ci, którzy już się przełamią na słowo wierzą etykietkom antyperspirantów, twierdzącym iż działają nawet do 72 godzin. Ale o tym chyba wiecie. Z przykrością jednak stwierdzam, że grupą ludzi, którzy mają w sobie najmniej kultury osobistej a najwięcej chamstwa i dziadostwa są często osoby starsze. Biegną do autobusu, potrącając, przepychając, wyzywając. Nie pozwalają najpierw wysiąść, pierdolą całą drogę że za komuny było lepiej a dziś młodzież chujowa. A już nie daj boże, jeśli człowiek połasi się usiąść w autobusie. Bo, nie wiem, zmęczony, źle się czuje, albo po prostu nie ma ochoty stać przez godzinę. Jak to, halo, co jest, ale jak? Będą stać, wsparci o swoje torby na kółkach i wzdychać i jęczeć.

Ostatnio jechałam dość zatłoczonym autobusem. Zostałam, dosłownie, wciśnięta w siedzenie na tyle pojazdu i nawet gdybym chciała to nie miałabym jak wstać, ani później gdzie się ulokować. Wsiadła Baba z fryzurą w stylu Chcę Rozmawiać Z Kierownikiem, wielki dekolt, milion złotych pierścionków i usta zaciśnięte w ciup. Znacie ten typ, jak wchodzi do sklepu albo stoi przed Wami w kolejce do kasy, to już wiadomo, że będzie awantura. Baba obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem, przekonana bowiem była że zerwę się z miejsca by mogła swe dupsko posadzić. Nie miałam takiego marzenia, zresztą czułam się słabo, gile zwisały mi do pasa a głowa dudniła. Baba zaczęła sapać. Dosłownie. Złapała się poręczy i patrząc mi głęboko w oczy oparła stopę o schodek, stawiając ją na moim bucie. Myślę sobie, spoko, przecież tłum jest. Ale Baba, dalej patrząc mi w oczy, przesunęła stopę dalej, wbijając mi obcas w paluchy. Nie no, kurwa, teraz to już sprawa honoru. I trudno, że mam nowe buty i mi niewygodnie. Magiczne słowo: przepraszam i byłoby po sprawie, ale nie, gdzie tam, przecież przez te zaciśnięte w ciup usta takie słowo nie przejdzie. Jechałyśmy tak, stopa na stopie, przez kwadrans. W międzyczasie, wyjęłam bułkę i zaczęłam jeść, co sprawiło że dość spora żyła na czole Baby zaczęła niebezpiecznie się powiększać.

Ostatecznie wygrałam, buty wyprałam i wszystko gra. Ale wystarczyłoby jedno: przepraszam. Trochę kultury, do cholery…

 

 

13:26, hippiefunkytown
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 120