Przecież ktoś Wam to musi wytłumaczyć...
RSS
piątek, 22 grudnia 2017
Świąteczne życzenia

Jako że już zaczynają do mnie spływać pierwsze życzenia świąteczne- rymowanki, ściągnięte z neta, gdzie to się życzy „Mikołaja z wielkim…worem” (hue hue hue, takie to zabawne), to wnoszę że przygotowania świąteczne idą pełną parą. Trudno mi to obiektywnie stwierdzić, gdyż ponieważ Świąt jako takich nie obchodzę. Wierząca specjalnie nie jestem, mitologicznej magii świąt nie czuję i dla mnie jest to po prostu okazja do wypoczynku. W tym roku w doborowym towarzystwie, oglądając retro klipy na VH1, jak za starych dobrych czasów.

Świat osiągnął swój cel. Walczyłam z nim dzielnie przez 29 lat, ale każda zabawa w kotka i myszkę musi kiedyś dobiec końca. Skapitulowałam. Także wynik meczu ja kontra szeroko rozumiane Życie 0:1. Proszę Państwa, szykujcie order, to już oficjalnie stwierdzone: jestem martwa w środku. Dead, kurwa, inside. W zasadzie mogę się cieszyć, bo teraz nawet jakby ktoś chciał mi poczynić jakąś przykrość, to sorry: wewnętrzny rigor mortis.

 

dead1

 

 

Miałam przeczucia, że to nastąpi, ale wydarzenia ostatnich tygodni ostatecznie przelały czarę goryczy. Skończyłam niedawno 29 lat, więc mam już całkowite prawo, wznosząc szklankę z mocniejszym trunkiem stwierdzić: widziałam już wszystko. W przyszłym roku skończę 30tkę, i wtedy dopiero się rozkręcę, zobaczycie… w każdym razie ten rok przedstawił mi taką skalę ludzkiej podłości, że nawet ja sobie tego nie wyobrażałam- a wyobraźnię mam naprawdę plastyczną…widziałam już wszystko. Wzdłuż i wszerz i po skosie. Przejechałam się na ludziach, ostatnio ludzie przejechali się na mnie(czego mam pełną świadomość) i wiecie co? Nie czuję w związku z tym nic. Zero. W sensie, wiecie, powinno mi być przykro, albo powinnam być zła, zakurwić się tak soczyście, popłakać pod prysznicem, czy klęczeć w deszczu i krzyczeć do nieba. Mało tego! Momentami próbuję się zmusić  do jakichś ludzkich, ocierających się o empatię odruchów i…nic. Powiem więcej: sporo się ostatnio śmieję, szczególnie przez sen (zanoszę się, że ho ho). Bo już chyba tylko to mi pozostało. No more dragons left to slay.

I czuję się świetnie.

A piszę Wam o tym, kochani, żeby w ten niezgrabny sposób życzyć Wam udanych Świąt, jakkolwiek je spędzacie. Z rodziną, bez rodziny, przy karpiu, pierożkach z mąki kasztanowej czy innych gównach, które w zasadzie nie mają żadnego znaczenia. Osiągnijcie wewnętrzny spokój…nie mówię, że macie od razu umierać wewnątrz, aczkolwiek jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam bo aż sama zdziwiona jestem pozytywnymi stronami tego zajścia. Po prostu skupcie się na tym, co dla Was najważniejsze, żyjcie tak by było Wam dobrze- ale nigdy nie zapominajcie by nie krzywdzić przy tym nikogo, bo nikt Wam nie dał takiego prawa. Dbajcie o ludzi, których kochacie i trzymajcie ich mocno przy sobie. I patrzcie na świat z przymrużeniem oka, bo tylko to Wam pomoże przeżyć tę karuzelę szaleństwa.

 

 

 

P.S. Krótka piosenka o tym, co czuję.

23:15, hippiefunkytown
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 października 2017
Pogrzeb

Kościół.

No dobra. Ok to tu sobie usiądę, nie będę się rzucać w oczy. Ważne żeby nikt nie podszedł i nie zagadał, bo nigdy nie wiem co się gada w takich sytuacjach. No i żeby nikt obok nie usiadł, żebym nie musiała tego śmiesznego znaku pokoju przekazywać. Albo gorzej, jak ktoś rękę poda…Ok, to jeszcze pół godziny do mszy…sobie posiedzę…tutaj sobie posiedzę….nudzi mi się…pół godziny, co ja tu będę robić…brzydki ten kościół jakiś…niby po remoncie, to ciekawe jak wcześniej wyglądał…i te elektryczne lampki na monetę... kto to wymyślił w ogóle? Wrzucasz dwa złote i jeb, zapala ci się żarówka w chińskiej lampce i idziesz do nieba… 20 minut…aha, rodziny jeszcze nie ma a ja jak zwykle mistrz planowania czasu jestem za wcześnie… o, trumna jedzie…skromna taka…no ok…zamknięta na śruby motylkowe….kiedyś się gwoździem zabijało….no, pamiętam jak sąsiad umarł i komuś się przypomniało, że mu różańca nie wsadzili do trumny…i wyciągali przy nas te gwoździe, cyk różaniec i puk, puk, puk zamykamy piórnik z powrotem…takie czasy były…15 minut jeszcze…ciekawe do czego służy ten drewniany dzyndzel? Dobra, odłożę go na bok, chyba nikt nie widział, jak coś to już było urwane…

Msza.

Matko, jaki brzydki Jezus! Dopiero to zauważyłam, że tam za księdzem nie ma krzyża tylko jest wielki, obrzydliwy, zdeformowany Jezus. Z łapami jak bochny chleba. Nie, on chyba trzyma właśnie chleb…kto, na miłość boga, zrobił taką rzeźbę? Dobra, skup się, jest msza, pogrzeb…płakać nie musisz ale przynajmniej udawaj ostentacyjnie zadumaną…śmierć, przemijanie, żałoba, te sprawy…

On nie trzyma chleba, debilu, tylko dziecko! Czyli to nie Jezus tylko Józef…toć to parafia św. Józefa, głąbie…jak ty te studia zdajesz…dedukcja, level: ekspert… skup się na pogrzebie. Powinno ci być smutno…w sumie nawet jest…o czym ty myślisz…

Jaki brzydki, rudy dziecior… […] by zaraz zasapała, że jestem głupia, bo nie ma brzydkich dzieci, no ale babo weź spójrz i się nie wystrasz…ciekawe po kim…ok, dobra, namierzony…no genów to ty, człowieku, już nie rozsiewaj…

Ten Józef mi kogoś przypomina…ok, ma oczy jak obcy…i to dziecko w jego wielkich łapach…kto to dopuścił do wykonania? Skup. Się. Na. Pogrzebie.

♫Your own

Personal

DŻIZAS!♫

 

Posłuchałabym sobie depeszów. Jak wrócę do domu, to posłucham. Ja pierdolę, jesteś na pogrzebie, skup się na smutku, żałobie i rozdzierającej serce rozpaczy! Baba w ławce na godzinie 14 cię obserwuje. Wyczaiła, że się nie modlisz i nie robisz tych krzyżyków i innych znaczków…zacisnęła usteczka w dziubek…dobra, udawaj, że cię tu nie ma, wtop się w tło….wow, super, opuściłaś głowę…teraz cię faktycznie nikt nie widzi. Brawo.

 

Lech Wałęsa! Ten Józef wygląda jak młody Lech Wałęsa. Nie ten pampuszek z lat 90tych. Wczesny rocznik ’70. No i teraz mi się zgadza. Ten Józef. Józef. Józek. Józek, nie daruję ci tej nocy.

Ciekawe, co teraz robi Beata Kozidrak?

O! Jest i fotograf! Będą zdjęcia z pogrzebu, do albumu rodzinnego. „Tu trumna z lewej, a tu z prawej, a tu en face, ale paluchem przysłonięte”. Przypomniało mi się jak M. za dzieciaka poszła do kościoła z lampionem i w czapce Kelly Family  z wielkim pomponem. I tak, się zapatrzyła w tę swoją świeczuszkę, że sobie podpaliła pompona…tylko się nie śmiej….tylko się nie śmiej…gorejący krzak, gorejący pompon… no i zrobił mi zdjęcie. I chuj. Teraz będą do końca życia rozkminiać, co to za idiotka siedziała na ich pogrzebie i się śmiała…

 

Nie ma szans, na pewno nie pójdę do nieba. Co ja mam w głowie? Siedzę w kościele, zamiast się skupić, udawać przynajmniej, to rozkminiam teraz co z czasem wolnym robi Becia Kozidrak. Cicho…na tacę chyba zbierają. Je jebię, kto to wymyślił…tu pogrzeb, rodzina w żałobie a ten sobie chodzi i drobne zbiera…ciekawe, czy jak dziecko umiera i wszyscy są zmieleni emocjonalnie i zakryci smarkami i łzami po pas, to też zbierają? W sensie, ok, zawaliło wam się życie, ale może na tacę? Nie dam. Baba na 14tej widziała, że nie dałam…

 

Cmentarz.

 

Zimno. Mogłam się cieplej ubrać. Mokry ten piach, buty uwaliłam. Mam rysę jakąś na bucie. To pewnie pies. Wieje. Tamta jak się odjebała. W dupę sobie mogła to piórko z kapelusza wsadzić. I ten rudy dziecior. Całą mszę przegadał, że mame kiedy koniec, mame, po co tu siedzimy…mame, chcę do domu…ale w sumie lepsza nie byłam. Beata Kozidrak, ja pierdolę….oho, rudy chce do grobu zajrzeć…a zaglądaj, zaglądaj, skończysz jak moja babcia. Też tak zaglądała, bo chciała zobaczyć czy poprzednią trumnę będzie widać. No. I wpadła do grobu….beka była…no co? mnie bawiło…ale rodzina zmarłego już nas więcej na kawę nie zaprosiła. Babcia mówiła, że nie było widać tej trumny. Wierzę jej. Z bliska widziała.

Dobra, panie, pater noster i do domu. Zmarłej to już  i tak nie robi a my tu stoimy jak te cioły na tym wietrze…a tamten co się tak czai za tym drzewem? Nie. Litości. Będzie trąbka. Co ludzie mają z tą trąbką na pogrzebie? I pewnie Barka będzie….  A jak! Jest i Barka…przed meczami niedługo będą ją grać…

Aha, spoko, kwiatki składamy…Ok, kto rzucił wiązanką do grobu? To się na zewnątrz kładzie, idioto…dobrze, że nikogo tym krzaczyskiem nie zabił, bo dopiero by groteska była.  Zakpoują? Nie zakopują? Nie zakopują. Oki, to można się zawijać. Kondolencje, uściski dłoni. Narka. Nie, naprawdę dziękuję, nie mam  ochoty wcinać schabowych z okazji śmierci […]

 

 Na zadumę, będzie czas w domu.

 

 

 

 

11:59, hippiefunkytown
Link Komentarze (1) »
środa, 18 października 2017
Polityka niskich lotów

Mam taką pracę, że jestem niestety narażona na działanie telewizji publicznej. I tak codziennie ta propagandowa sieczka trafia do mojej głowy, gdyż choć usilnie nad tym pracuję to nie umiem jeszcze całkowicie wyłączyć się na świat zewnętrzny. Robię postępy, ale jeszcze długa droga przede mną.

Niedawno miała miejsce kolejna miesiączka smoleńska, podczas której telewizja publiczna postanowiła nadać jak zwykle transmisję na żywo z przemarszu dziadów. Jak zawsze postanowiono pozostawić włączone mikrofony, by nabożny tłum przed telewizorami mógł posłuchać pięknego bełkotu nabożnego tłumu drepczącego przez Warszawę. Tym razem jednak coś poszło nie tak. I nie chodzi mi wcale o rozmowę dwóch operatorów kamer, którym zimno jak chuj. Serce me zbolałe zdobył głos z tłumu. Głos szczerości i prawdy.

- O! Pan też tu? Na marszu? To świetnie! Zapraszamy, zapraszamy!

- Jaki marsz, kurwa, panie, wysikać się chciałem i teraz się wydostać nie mogę…

Mikrofony wyłączono a nasz bohater powędrował gdzieś, niesiony przez tłum.

I to mi trochę przywróciło wiarę w ludzkość. Wiarę dość nadszarpniętą, a po ostatnim weekendzie chyba już nic z niej nie zostało.

 

Jestem jednak dość naiwnym człowiekiem. Myślałam, że ludzie wraz z wiekiem nabierają jako takiego rozumu (i nie odnoszę tych słów do siebie, bo tu już raczej sprawa spalona). Wychodziłam z założenia, że ludzie w moim wieku mają już coś w głowie. „Coś” okazało się jednak szerokim pojęciem, za którym czai się krótkie acz treściwe: gówno. Za każdym razem, gdy myślę że widziałam już wszystko...

Prawdopodobnie każdy  z nas zaliczył kiedyś kosza. Ok, może i bolało, może i było nieprzyjemne, ale no litości. Odgrażanie, że się kogoś zniszczy, załatwi na cacy, wdepcze w ziemię i bieganie w furii niczym szynszyla na koksie, to coś czego mój umysł nie może pojąć. Nie wiem, stara już widocznie jestem i nie mieści mi się już więcej danych na dysku. Jestem człowiekiem dość leniwym i wychodzę z założenia, że życie trzeba sobie ułatwiać a nie komplikować. I ostatnio stosuję tę zasadę, co przynosi (przynajmniej mi) spore korzyści. Nienawidzę ludzkich melodramatów, szczególnie gdy wbrew własnej woli muszę brać w nich udział.

Nie znoszę również ludzi w typie w/w szynszyli na koksie. Takich, co to zadasz im pytanie a dostajesz dwugodzinny monolog nt. ich całego życia, przerywany, urywany, poplątany w wątkach z których każdy jest zaczęty a żaden nie skończony. Staram się dawać delikatne znaki (takim było położenie głowy w otwartej książce i agonalne jęczenie), ale jak ktoś jedzie na koksie samouwielbienia, to tego nie zauważy. Koniec końców odpowiedzi na moje pytanie nie dostałam, przyswoiłam natomiast tony wiedzy bezużytecznej niczym referendum w Katalonii.

Katalonia zresztą stała się pięknym i groteskowym symbolem minionego weekendu. Na własnej skórze doświadczyłam bowiem sytuacji pt. przyjmuję do wiadomości, ale nie uznaję. Jestem zbyt potężna, nic mi nie zrobicie. All you suckers suck my balls.

Katalonia jednak liczy 7,5 miliona mieszkańców  a nasza grupa rozbitków ma nieco więcej niż najmniejsze miasto świata. Przewodnictwo takiej grupie i traktowanie siebie jak pępka świata jest, nie oszukujmy się, dość symboliczne i myślę, że osiedlowa rada żuli miewa bardziej wstrząsające posiedzenia. Ale, że moje życie byłoby zbyt szare, gdybym nie znalazła się w scence rodem z Latającego Cyrku Monty Pythona, to nie dość, że Nakoksowana Szynszyla odmówiła abdykacji, to rozpoczęła teorie spiskowe, układowe, opozycyjne, walki o stołki, szepty, podszepty, przeciąganie na swoją stronę, podsłuchy, pluskwy i ogólnie, momentami strach wychodzić na ulicę po zmroku. Tylko patrzeć jak na naszych przyszłych spotkaniach kolejne osoby zaczną znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. Myślę, że pierwsza będę ja. Myślę, że sobie przegwizdałam...

 

Likeigiveafuck_ba2985_3341638

 

 

Śpijcie spokojnie. Póki możecie.

23:01, hippiefunkytown
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 122