Przecież ktoś Wam to musi wytłumaczyć...
RSS
środa, 16 listopada 2016
Świeżaki, włoszczyzna i spray do kibla

Toruń pozdrawia.

 

Przechwytywanie

Źródło: ogłoszenia toruńskie by D. Murski

Także tego...Poebao totalnie. 

 

Biedronka stała się ostatnio bastionem ciekawych przygód. Spacerowałam sobie ostatnio po sklepie, zastanawiając się po co właściwie tu przyszłam...serio, wymazało mi dysk. Kręciłam się jak g... w przerębli, starając się nie spoglądać w stronę działu ze słodyczami (zjedzenie dwóch paczek pryncypałek skończyło się tragicznie dla mej cery). Minęłam parkę, na oko mniej więcej po 20 lat.

Ona: To co tam matka napisała żeby kupić?

On: Natka pietruszki.

Ona: Dobra to idziemy i do kasy.

 

Minęłam ich obojętnie, zmierzając ku tzw. chemii, gdyż przypomniało mi się że dawno już w mej toalecie nie było nic ciekawego do czytania. W związku z tym postanowiłam zakupić odświeżacz do powietrza w sprayu, by w trakcie dłuższych tam pobytów, mieć jakąś ciekawą lekturę pod ręką. I nie, nie może to być książka, bo książkę bym musiała zabrać stamtąd ze sobą a to by oznaczało roznoszenie różnych obrzydlistw po domu. A tak to szprej zostaje tam gdzie jego miejsce i wszyscy są szczęśliwi. Do ad remu...

Wybrawszy jakiś egzotyczny zapach udałam się do kasy. Tuż za mną stanęła wspomniana wyżej parka. Kładą na taśmę tackę włoszczyzny.

Ona: To chyba wszystko mamy.

On: A ta natka?

Ona: (spogląda na tackę, obserwuje, pokazuje palcem kawałek pora): No to chyba to jest to, nie?

On: No nie wiem... A to, co to jest? (wskazuje na seler)

Ona: Nie wiem, kurwa, jak to na zupę jest to ziemniak chyba?

Coś się ze mną zadziało, odświeżacz spadł mi na podłogę. Plastikowa nakrętka odpadła, więc niewiele myśląc, nadusiłam ją z całej siły z powrotem. Nie przewidziałam jednak prostoty działania tego ustrojstwa, które polega na tym, że jak się naciśnie- to psiuka. I tymże sposobem spsiukałam egzotycznym odświeżaczem do kibla, panią na kasie, siebie a że ustrojstwo się zablokowało to i nasiusiałam tym na taśmę parę dużych kałuż. Do dziś stojąc przy kasach mam wrażenie, że unosi się tam zapach mango i granatu. A panią N., kasjerkę, omijam szerokim łukiem. 

Także odszczekuję wszystko. Kupujta te świeżaki, żeby wasze dzieci wiedziały chociaż jak wygląda ziemniak. 

 

 

 

 

 

 

20:50, hippiefunkytown
Link Komentarze (5) »
sobota, 12 listopada 2016
Świeżaki, kokaina i listopad

Biorąc pod uwagę, że żywię jeszcze wiarę w ludzkość (szczątkową, bo szczątkową, ale jednak), wyrażam głęboką nadzieję, że wewnątrz biedronkowych Świeżaków znajduje się paczuszka kokainy. Albo małe, chińskie dziecko. Bo tylko to jest w stanie wytłumaczyć pierdolca jakiego wszyscy dostali. Dzień w dzień widzę kolejne ogłoszenia: "oddam mleko Bebiko w zamian za 10 nalejek", "oddam trampki za naklejki", "wymienię czekolady za naklejki". Im dalej w las tym ciemniej. Naklejki chodzą na allegro za jakieś kosmiczne pieniądze. Ludzie, którzy zaopatrują swoje firmy w biedrze, zbierają naklejasy i sprzedają je później na aukcjach. No cóż: jest popyt to i podaż się znajdzie. Najgorzej jednak, że cała ta banda psycholi lata po mieście szukając tych maskotek, więc co chwila pipają mi powiadomienia typu: "na lubickiej rzucili pomidory!", "za mostem została jedna pieczarka i brokuł!", "mobila! jak wygląda sytuacja na chełmińskiej? odp: o 14:37 będzie dostawa, rozmawiałam z kierownikiem, także będę meldować jak się pojawią", "czy ktoś obstawił rubinkowo?", "ja mieszkam na rubinkowie, będę meldować jak się coś pojawi".

I ta cały dzień. I przychodzi trzecia fala pt. dziecior pobawił się Świeżakami jeden dzień i rzucił je w kąt-odsprzedam za 200 zł. I tak sobie myślę, byśta kupili bachorom prawdziwe owoce a nie zawracacie mandolinę. Dlatego też żywię nadzieję, że w tych badziewnych maskotkach są jakieś narkotyki. 

Ostatnio nasi rodacy są w formie. Świadczy o tym ogołocenie sklepów Lidl. Nie ma co, Polak wszędzie biznes ukręci, nawet jeśli straci przy tym resztki godności. Czymże bowiem jest godność, gdy można wyciągnąć kasę z lewackich sklepów. I już myślałam, że jesteśmy, jako naród, takim dzieckiem specjalnej troski, ale...

Żaden zamach terrorystyczny, strzelanina w szkole, turbopowódź, tornado z rekinami, czy zamknięcie TacoBell nie skłoniło mnie nigdy do wypowiedzenia tych słów i nigdy nie sądziłam, że przyjdzie mi je wydeklamować. Nie mniej jednak wyniki ostatnich wyborów w Stanach są właśnie taką sytuacją, gdy mogę szczerze napisać: wyrażam wyrazy głębokiego smutku, łączę się w bólu, solidarności i stwierdzam, że wszyscy jesteśmy Amerykanami. A gdy jeszcze słyszę prezydenta elekta zapewniającego, że będzie prezydentem wszystkich Amerykanów....u nas też się tak zaczynało...

14993294_1325916530763594_7926836896926480603_n

 

 11 listopada, to święto, które konsekwentnie omijam. Nie mam na to nerwów, ochoty i w sumie to mam gdzieś. Odwiedzając tego dnia pobliską aptekę stwierdziłam jednak że zdecydowanie źle spędzam ten dzień. Przespałam chyba jakiś poważny rewoluszyn w narodzie, gdyż kilometrowa kolejka klientów recytowała przy okienku jedno i to samo: tabletki na zgagę, przeżarcie, wątrobę, wzdęcia, niemiłosierne wiatry, kłopotliwe i bolesne zaparcia. Był również jeden pan, którego "żona oparzyła sobie wargę gorącym widelcem i spuchła". Czyli ja coś źle robię. Jakieś nowe trendy się pojawiły a ja, jak zwykle zacofana, nic o tym nie wiem. 

Przejrzałam mimochodem doniesienia z pochodów "narodowych". Ubawili mnie panowie w kominiarkach, ostentacyjnie zamawiający "pięć piw", którzy zgadali się na fejsie, by spalić flagi fejsa i wstawić relację z tego na fejsa. Duch patriotyzmu ma się dobrze, jak widać. Na ulicach coraz więcej chłopaczków w tzw. odzieży patriotycznej, bredzącej coś o jakiejś Wielkiej Polsce (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?), husarii, Powstaniu i laniu w mordę wrogów ojczyzny. Wyglądają jakby się na nich sam Piłsudski wyrzygał. Ale ponownie: gówno się znam. Omijam takich panów jeśli się tylko da. Ostatnio jednak się nie udało. Poszłam z mym zacnym psem Arcyksięciem Gacławem Popcornowe Łapy do psiego parku. Staram się uspołeczniać mojego psiaka, który na widok szczeniaczka labradora rzucił się w paniczną ucieczkę. Chadzam z nim do psiego parku, żeby zrozumiał na czym polega całe to bycie psem. 

Podczas ostatniej wizyty w psim parku oprócz nas siedziało kilku dresików z browarkami. Ich ogorzałe twarze wskazywały, że tych browarków wypili już trochę. Pomyślałam sobie, że pewnie zaraz się o coś przyczepią, że zapytają czy jestem za Elaną czy Apatorem a ja jak zwykle nie potrafiąc wybadać sytuacji odpowiem źle i stracę moje śnieżnożółte zęby. Panowie okazali się jednak nieszkodliwi i nawet zachęcili by mój piesek pobawił się z ich pieskiem. Ok, no niech sobie piją te browarki, nic nie widzę, nic nie słyszę. Po jakimś czasie pojawiło się więcej dresików i zaczęli dyskusję o... polityce Jana III Sobieskiego, przerzucając się datami, nazwiskami poszczególnych hetmanów, oraz żywo rozważając czy użycie innej taktyki oraz zwiększenie liczebności oddziałów, mogłoby wpłynąć na kampanię wiedeńską. Gdy jeden z nich zaczął cytować fragmenty artykułu opisującego ostatnie odkrycia archeologów i badania metodą węglową, postanowiłam wyjść. Ze wstydu. Wiedzieli więcej niż ja, bo nie oszukujmy się ale moja wiedza o Sobieskim ogranicza się do tego, że wiem iż ktoś taki istniał, a poprzeć to mogę naukowym argumentem pt. Król Sobieski miał trzy pieski: żółty, biały i niebieski. Dziękuję, dobranoc. Także pamiętajcie, nie oceniajcie ludzi po wyglądzie. Bo niby taki dresik, a jednak człowiek. 

Zmierzając ku końcowi tego wpisu, chciałabym poruszyć jeszcze jeden ważny temat. Chodzi mi o pana Zelnika, wiecie, tego aktora, co to odnalazł religię w obecnie panującej partii. Chciałabym zasugerować, że może powinniśmy powiedzieć temu panu, iż włażenie władzy w tyłek nie sprawi, że znowu zostanie faraonem. Serio, bo może chłop zwyczajnie nie wie i trzeba by go uświadomić, zanim na nas wszystkich po kolei doniesie. Żyje sobie, wali wazelinę łudząc się że powołany zostanie na delegaturę do Egiptu, szkoda chłopa...

A na koniec tego długo wyczekiwanego wpisu, pytanie miesiąca, jakie zostało mi ostatnio zadane. Tak się to kończy, gdy długo nie wchodzicie na komunikator. Wszelkie odpowiedzi mile widziane...

 

nurek1

Dobranoc.

 

20:08, hippiefunkytown
Link Komentarze (8) »
czwartek, 13 października 2016
Jesienne rozkminy i malinówka

Chciałam Wam powiedzieć, że sprawiłam sobie psa. I głównie to było powodem mej absencji. Nie wyjechałam w tym roku na urlop, mimo że nawet jakiś planowałam. Ale gdy poszłam do schroniska, spojrzałam w te oczy...stwierdziłam, że w zasadzie nie muszę nigdzie wyjeżdżać. 

 

DSC_0917

 

I tak sobie żyjemy razem. I im dłużej żyjemy tym bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że zwierzęta są lepsze od ludzi. Nie planują i nie kombinują godzinami, miesiącami jakby tu człowiekowi dowalić, popsuć humor i wdeptać w ziemię. Kochają bezwarunkowo i widać to na każdym kroku. I to bardzo podnosi na duchu. 

Jesień przyszła szybko w tym roku. I może to właśnie sprawiło, że nie miałam czasu się na nią przygotować. A chyba będzie trzeba przemeblować sobie parę spraw.

Mój problem jest taki, że jestem miękką bułą. I strasznie tego w sobie nie lubię, strasznie mnie to drażni i strasznie nie umiem tego zmienić. Już tak mam, niestety, że chcę aby wszyscy byli zadowoleni, szczęśliwi a że jestem człowiekiem zajebistym (bo jestem), to koniec końców faktycznie wszyscy są szczęśliwi. Wszyscy oprócz mnie. A uwierzcie mi, nie chcecie wiedzieć jak się zachowuję gdy jestem nieszczęśliwa, bo wtedy odreagowuję na innych. Zazwyczaj pada na niewinne osoby. I mimo że już chyba z milion razy się nacięłam i powtarzałam: "ogarnij się, babo", to dalej brnę w to samo i nadal kończy się to dość twardym lądowaniem. Mam taki dylemat moralny, bo nie wiem, czy wyjść z założenia, że ludzie są złamasami i wtedy zająć się sobą i naprawdę najbliższym otoczeniem? Mieć wszystko gdzieś i nie wyrywać się przed szereg? Czy też niczym zjawa prosto z epoki wiktoriańskiej, być durniem-altruistą i zbawiać świat i innych? Ale zaczynam nad tym pracować. Czasem wręcz świerzbią mnie rączki by się wyrwać z kolejną zbawczą działalnością. Gdy widzę, że coś jest nie tak, że sobie ktoś nie radzi i w sumie to mogłabym to jakoś ogarnąć, to już powoli wyhamowuję i powtarzam sobie: to ciebie nie dotyczy, pij piwo i obserwuj gości. I choć czasem serduszko jeszcze zaboli, to uczę się tego, że świata nie zbawię. A przede wszystkim tego, że nie każdy tego chce. I to pozwala mi ze spokojnym sumieniem usiąść z książką i mieć w dupie. A niech się inni martwią. 

 

Takie oto jesienne rozkminy mnie dopadły. I wcale nie jest to efektem kilku kieliszków malinówki (dla zdrowotności oczywiście, bo pizga jakoś ostatnio!).  Mam nadzieję, że jest to tylko chwilowy spadek formy. Moje szczęście polega na tym, że mam teraz całkiem sporo zajęć a co za tym idzie czasu na filozoficzne dysputy będzie mniej. 

A jak dobrze pójdzie, to w kolejnym wpisie opowiem Wam, jak wygląda moje życie u boku psa, Arcyksięcia Gacława Popcornowe Łapy.

 

Ubierajcie się ciepło i do zobaczyska.        

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

21:02, hippiefunkytown
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116